Czy będę czytać pierwsza?

No Comments
Pewnie wielu z Was słyszało już o nowym, gorącym temacie, który wzburzył blogosferą. Jednak jeżeli nie zaliczacie się do grupy osób śledzących z zaparty tchem nowinki związane z książkami oraz ich recenzowaniem, macie prawo nie wiedzieć czym jest portal CzytamPierwszy. Nowa witryna, oficjalnie działająca od 4 września, zdążyła już wzbudzić wiele kontrowersji i rozpocząć niejedną polemikę. Jednak o co w tym wszystkim chodzi i jak to działa? Spieszę z wyjaśnieniem.


Czym jest?

   Portal CzytamPierwszy reklamuje się jako pierwsza w Polsce platforma, która umożliwia osobom zainteresowanym recenzowaniem książek bezpłatny dostęp do przedpremierowych egzemplarzy. Jedyne co chętny musi zrobić to rejestracja. Wpisanie kilku danych, zaznaczenie paru okienek, pozwala potencjalnemu recenzentowi wybierać spośród oferowanych tytułów. Zasada brzmi banalnie prosto. Przeczytaj, napisz, w zamian otrzymasz kolejną, interesującą Cię powieść. Wszystko na zasadzie barteru, bez uciążliwego pisania do wydawnictw i stresu z tym związanego. Wystarczą punkty ISBN, które zdobywa się za opublikowanie subiektywnej opinii o otrzymanej przez nas powieści. Facebook, blog, nawet Instagram. To recenzent wybiera dopasowane do jego preferencji media społecznościowe. Brzmi jak bajka, prawie jak cybernetyczne niebo dla osób lubiących czytać, a przede wszystkim, pisać o książkach. Jak to jednak wygląda w rzeczywistości? 


Plusy i minusy portalu CzytamPierwszy?

   Wszyscy wiemy, że w życiu nic nie jest czarno-białe. Nawet w sferze sprawiającej hobbistom dużą przyjemność, zdarzają się pomysły lepsze oraz gorsze. Podobnie jest z CzytamPierwszy, które mimo kilku wyraźnych plusów, posiada także minusy. Warto jest je poznać, zanim wygłosimy ostateczną opinię, a w tym konkretnym przypadku, musimy wziąć pod uwagę fakt, że portal rozwija dopiero swoje skrzydła i nie warto mu ich podcinać. 

   Zamysł oferowania książek osobom zainteresowanym opiniowaniem jest fantastyczny, szczególnie gdy gromadzimy je w jednym miejscu, a formalności ograniczamy do minimum. Pamiętajmy o prostym fakcie, potencjalnych recenzentów jest wielu i nie każdy naturszczyk wybije się przed grono "starych wyjadaczy". Właśnie dlatego CzytamPierwszy swoją działalność kieruje głównie do nowicjuszy, którzy chcą sprawdzić, jak to wszystko działa. Zasypywanie wydawców prośbami o daną książkę lub współpracę, bywa uciążliwe, a nas blogerów, wprawia w zakłopotanie. Czujemy się jak żebracy, a przecież chcemy poświęcić nasz czas, umiejętności. W wymianie bezgotówkowej, jaka panuje między recenzentami a wydawnictwami, nie ma nic złego, chociaż wielu blogerów uważa inaczej. Podziwiam i zazdroszczę osobom, które zarabiają na pisaniu opinii, jednak nie uważam, żeby moje umiejętności pozwalały mi na taki zarobek, przynajmniej nie w tym momencie. Robię to z pasji, czytam, bo kocham i każdy mały sukces bloga, każde otrzymanie nowej oferty współpracy, każda, nawet najdrobniejsza pomoc w promowaniu polskiego autora, napawa mnie dumą. Właśnie dlatego uważam, że CzytamPierwszy ma szansę zgromadzić wielu młodych pasjonatów książek, dając im możliwość czytania egzemplarzy przedpremierowych. Szansę, której nie dostaną od nikogo innego.

   Po uzyskaniu dostępu do portalu warto wiedzieć, czym są punkty ISBN i ile ich potrzebujemy, aby zamówić jakąś książkę. Już na samym początku portal daje zainteresowanym 50 wspominanych wyżej punktów, które wystarczą do wymiany na dowolnego e-booka (20 ISBN), jednak jeżeli jesteście zwolennikami książek papierowych, musicie trochę poczekać, ponieważ ich koszt to 100 ISBN. Faktycznie, jest to duża ilość, ale pamiętajmy o tym, że CzytamPierwszy ma potencjał zrzeszania wielu osób zainteresowanych recenzowaniem. Dlatego żeby zdobyć interesującą nas pozycję, musimy się trochę natrudzić. I tutaj pojawia się pierwszy zarzut, jaki można wytknąć funkcjonowaniu witryny. Spełniając wszystkie wymogi punktacji, publikując na blogu, Facebooku, Instagramie, Youtube, Twitterze, LubimyCzytać lub innych portalach czytelniczych oraz księgarniach internetowych, a także otrzymaniu ich najwyższej ilości (wpływ na ocenę ma walor merytoryczny, oryginalność  bardzo dobrze, że ktoś zwraca na to uwagę), nikt nie gwarantuje nam, że zdobędziemy wymagane 100 ISBN konieczne do zakupienia kolejnego tytułu. Mimo włożonego ogromu pracy być może nie starczy nam na zamówienie książki, którą chcemy zrecenzować jako kolejną. Dodatkowo pojawia się dosyć specyficznie brzmiąca informacja o uzależnieniu ilości otrzymywanych punktów od followersów, subskrybentów. Jak ma to wyglądać w praktyce? Trudno mi powiedzieć, jednak ten zabieg uważam za wyjątkowo chybiony pomysł, promujący "książkowy wyścig szczurów", robiący z blogosfery prężnie działającą korporację uzależnioną od popularności i miejsca w zajmowanym rankingu.

   Właśnie, ranking. O tworzeniu listy najbardziej aktywnych blogerów oraz karaniu tych, którzy przez okres trzech miesięcy nie brali czynnego udziału w promowaniu portalu i recenzowaniu książek na nim dostępnych, brzmi trochę abstrakcyjnie. Co, jeżeli przez wymagany okres nie zainteresuje nas żadna proponowana przez CzytamPierwszy książka? Mamy zamówić jakąkolwiek tylko po to, by nie dostać "kary" (warto wspomnieć, że jest ona opcjonalna, uzależniona od opinii administratora portalu)? Nagradzanie osób pracowitych, takich, które starają się, planują każdy opublikowany post, jest świetnym pomysłem, jednak odbieranie zarobionych punktów tylko przez brak aktywności, uważam za minus.

   Przede wszystkim powinnam wspomnieć o wyporze lektur, jakie oferuje portal. Wiele z nich jest pozycjami mającymi premierę nawet kilka lat temu, jednak dla osób spragnionych nowości, mam dobrą wiadomość. Na pewno wybierzecie coś, co przykuje waszą uwagę, szczególnie jeżeli jesteście fanami wydawnictwa SQN. Chwilowo jedynie powieści Sine Qua Non, są dostępne dla osób zainteresowanych recenzowaniem, ale podobno, ma się to zmienić, a celem portalu jest zrzeszanie różnych oficyn i dorobku, który wyszedł ich nakładem. Jednak już teraz, różnorodność w wyborze gatunków literackich jest na tyle duża, że każdy miłośnik czytelnictwa, znajdzie coś dla siebie.

   Wybór między formą papierową a elektroniczną wydaje się świetnym rozwiązaniem dla większości książkoholików. Sami mamy wpływ na to, czy wybraną przez nas książkę przeczytamy na dowolnym urządzeniu lub tradycyjnie... Nie do końca. Właśnie tutaj, pojawia się kolejny mankament. Zamawiając e-booka "Rdza" Jakuba Małeckiego, liczyłam na plik dostosowany do Kindla, którego posiadam. W praktyce jednak otrzymałam link odsyłający mnie do przeglądarkowego wydania powieści, więc nie ma mowy o wygodnym czytaniu zamówionej przeze mnie książki. Pozostaje komputer lub telefon, a jak wszyscy wiemy, nie jest to najbardziej komfortowa forma zapoznawania się z lekturą. Napisałam jednak do obsługi portalu i otrzymałam informację, że będą pracować nas sposobem dostarczania elektronicznych powieści w innej formie. Trzymam za słowo.

   Portal CzytamPierwszy oferuje także nadprogramowe gadżety. Jeżeli jesteście jakimś zainteresowani (chwilowo są to paczki zawierające książki oraz kilka dodatków lub torba) możecie wymieniać je na punkty ISBN. Wydaje się to ciekawym rozwiązaniem, szczególnie dla osób lubiących gromadzić przy sobie przedmioty nawiązujące do ulubionych tytułów. 

   A jak ma się sytuacja z punktem w regulaminie, który rzekomo pozbawia nas praw autorski? Nic takiego nie ma miejsca. W związku z korzystaniem z portalu użytkownicy zgadzają się na udzielenie licencji, czyli w świetle prawa, pozwalają na korzystanie ze swojej recenzji, zdjęcia, filmu itp. na określonym polu, ustalonym przez CzytamPierwszy. Wszystkie sposoby ew. wykorzystania stworzonych przez Was dóbr intelektualnych, są wypunktowane i dotyczą sfer związanych z marketingiem. Udostępnianie, cytowanie, powielanie. Nie ma tutaj mowy o próbie przejęcia praw przez ich przeniesienie. Oczywiście, nie jestem prawnikiem, mogę mylić się w tej kwestii. Jednak naprawdę nie wydaje mi się, żeby kolejna wielka, zła korporacja chciała skrzywdzić biednego konsumenta. 

   Warto wspomnieć także o samej stronie wizualnej portalu oraz kontakcie z recenzentami. Na żadnej z tych dwóch rzeczy się nie zawiodła. Strona internetowa zaprojektowana jest schludnie, bardzo orientacyjnie i trudno przeoczyć interesujące nas opcje. Jeżeli jednak nie wiemy jak coś zrobić, coś znaleźć, zachęcam do pytania obsługi CzytamPierwszy. 


Moja opinia?

   Uważam, że warto dać portalowi CzytamPierwszy szansę. Szczególnie gdy swoją przygodę z blogowaniem dopiero rozpoczynacie i tego rodzaju współpraca jest jedyną, na jaką możecie liczyć. Podobnie jest z sytuacją, gdy nie jesteście przekonani co do swoich umiejętności, wstydzicie się publikować recenzje lub głośno opiniować przeczytane lektury. Być może przełamiecie swój strach, a efekt Was zaskoczy. Głęboko liczę na chęć naprawy tych kilku błędów, które zarzuca się logistyce witryny, szczególnie w kwestiach tak drażliwych, jak wspominane punkty ISBN lub dostarczanie e-booków w formacie dostosowanym do większości czytników. Z ogromną ciekawością będę obserwować kierunek, w jakim CzytamPierwszy zdecyduje się podążać, a do tego czasu nie skreślam go, a nawet zachęcam do korzystania oraz przekonania się na własnej skórze, czym to się je. Pamiętajcie także o najważniejszym. Trudno zarzucać portalowi wyzysk, bo każdy z nas decyduje się na jego używanie z własnej woli. Nikt nikogo nie zmusza do współpracy, pisania opinii, dodawania zdjęć na Instagrama. Jeżeli nie chcecie brnąć w ten rodzaj wymian barterowych, radzę indywidualnie zaopatrywać się w książki, wypożyczać je z bibliotek lub znaleźć wydawnictwa odpowiadające Waszym wymaganiom. Rozwiązań zawsze jest kilka. 




Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze

Prześlij komentarz