"Endgame: wezwanie" - James Frey i Nils Johnson-Shelton

2 comments

       Tytuł: Endgame: wezwanie
       Autor: James Frey i Nils Johnson-Shelton
       Wydawnictwo: Sine Qua Non
       Liczba stron: 496
       Cena: 36,90

      Endgame to zagadka życia, powód śmierci. 
         Zawiera się w niej początek wszystkich rzeczy
         i koniec wszystkich rzeczy.


   Książki angażujące czytelnika w coś więcej niż tylko czytanie nie trafiają się często. Oprócz popularnej ostatnio serii "Zniszcz ten dziennik" lub powieści z wątkiem kryminalnym w tle "Pamiętnik Cathy" Sean Stewart, nie przychodzi mi do głowy nic innego, z czym można porównać pomysł James'a Fray i Nils'a Johanson-Shelton na "Endgame". Dzieło łączące w sobie "Igrzyska śmierci" oraz znaną każdemu grę w podchody.

   Od wieków ludzkość różnych wyznań przygotowywała się na ten dzień. Dzień Sądu Ostatecznego, któremu towarzyszyć będą znaki na niebie oraz ziemi, kataklizmy, a w efekcie ponowne spotkanie ze Stwórcą. Dwanaście pierwotnych plemion w każdym z pokoleń, szkoli jednego reprezentanta do gry. Kiedy nadejdzie odpowiedni czas, młodzi wybrańcy odpowiedzą na wezwanie, by rozpocząć walkę na śmierć i życie. Wygrana zapewni ciągłość egzystencji jednemu z rodów. Kto zwycięży? Letanie, Sumeryjczycy, Minojczycy, Mu, a może ktoś inny? Rozpoczyna się Endgam. 

   Największym fenomenem, a także powodem, dla którego o książce "Endgame: wezwanie" zrobiło się głośno, jest nie sama fabuła, lecz dodatkowa zawartość zachęcająca odbiorcę do sięgnięcia po tę konkretną powieść. Podobnie jak uczestnicy gry o przetrwanie, czytelnik także poddawany jest próbie. Rozwiązywanie zagadek zawartych w treści trzech tomów przez amerykańskich autorów, umożliwia wygranie sporej sumy pieniędzy każdemu, kto wpadnie na odpowiedni trop. Ozdabiające strony ilustracje nie stanowią tylko wartości estetycznej, ale przede wszystkim składają się na wskazówki, które mają przybliżyć nas do rozwiązania. 

   Zachęta w postaci góry gotówki nie stanowi jednak czynnika wpływającego na odbiór tej zabójczej historii. Akcja goni akcję, trupy ścielą się już od pierwszych stron książki. James Fray i Nils Johanson-Shelton z dużym rozmachem opisują nam wydarzenia towarzyszące zagładzie ludzkości. Szczegółowe relacje krwawych rzezi, zapierający dech w piersi wyścig z czasem, a nawet wątek romantyczny. W tej powieści można znaleźć wszystko. Dzięki dwunastce różniących się charakterem bohaterów, każdy z czytelników ma możliwość wybrania swojego ulubieńca i kibicowania mu do ostatnich stron pierwszej części trylogii. "Endgame: wezwanie" stanowi zbiór ubogich w realizm, aczkolwiek wciągających wydarzeń. Fabuła powieści stworzona została niczym filmowy scenariusz, rysując przed oczami czytelnika obrazy podobne do tych, które można zobaczyć w "Szklanej pułapce" lub innej produkcji tego gatunku. Niczego nie można przewidzieć, a autorzy raz po raz rzucają odbiorcy i wykreowanym przez siebie postaciom przeszkody utrudniające wygranie gry. 

   Wspomniałam już o braku realizmu, który występuje w powieści "Edndgame: wyzwanie" i moim zdaniem to jedyna, ale rażąca wada. W widoczny sposób obdziera wydarzenia, a w szczególności bohaterów z autentyczności pozostawiając wiele do życzenia. W sytuacjach grozy "wybrańcy" będący nastolatkami zachowują się w odrealniony sposób, niewzruszeni otaczającą ich z każdej strony śmiercią. Osoby pozbawione człowieczeństwa być może nie ujawniają swoich emocji przy tak traumatycznych przeżyciach, jednak postacie wykreowane na ludzkie, powinny w dużo większym stopniu zwracać uwagę na otaczające je zło oraz tragedię. 

   Powieść "Endgame" bez wątpienia spodoba się większości odbiorców, którzy odetną się od niesłusznego oskarżenia James'a Fray i Nils'a Johanson-Shelton o plagiat, rzekomo dokonany na twórczości Suzanne Collins. Amerykańscy autorzy poruszają zupełnie inne aspekty tej samej rzeczywistości krwawych igrzysk, a dzięki kipiącej akcji i brutalności, zjednają sobie serca osób poszukujących w książkach zapierającej dech w piersi przygody.

Ocena: 6/10
Za udostępnienie książki, serdecznie dziękuję:


Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

2 komentarze

  1. A zapowiadało się świetnie... ;) myślę, że jednak mimo wszystko dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto, chociaż nie zaskoczy innowacyjnymi pomysłami. Za to przyjemnie się czyta i na wakacje będzie idealna :)

    OdpowiedzUsuń