"Wiatrodziej" - Susan Dennard

No Comments

       Tytuł: Wiatrodziej
       Autor: Susan Dennard
       Wydawnictwo: Sine Qua Non
       Liczba stron: 397
       Cena: 36,90

       „Mhe verujts. Zaufaj mi, 
         jakby moja dusza była twoją duszą."
   

   
   W gorącym okresie premier książkowych, jakim okazał się przełom kwietnia i maja, z dumą mogę stwierdzić, że udało mi się dotrzymać danego słowa. Tak jak zapowiadałam w recenzji "Prawdodziejki" - pierwszego tomu serii stworzonej przez Susan Dennard, z ogromną radością i zniecierpliwieniem sięgnęłam po "Wiatrodzieja", chociaż na półce już czekają takie pozycje jak "Pieśń jutra" S. Shannon lub "Imperium burz" Sarah J. Maas. 

  Magiczna kontynuacja, bo właśnie takimi słowami można określić czytelniczą modę, która obecnie nastała. Trudno się dziwić temu trendowi, gdy coraz więcej wydawnictw podejmuje ryzyko tłumaczenia zagranicznych książek fantastycznych połączonych z popularnymi w ostatnich latach powieściami young adult. Jednak bardzo często to, co zapowiadało się na produkt skierowany do młodszego lub dojrzewającego odbiorcy, okazuję się dziełem wyjątkowo intrygującym nawet dla starych wyjadaczy gatunku. Właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w wypadku wykreowanej krainy Czaroziemie i narastających wokół niej konfliktów politycznych. Wszystko, co z początku wydawało się zwykłą historią bazującą na przyjaźni, w drugiej części zmienia się w plątaninę akcji, intryg i zapierających dech w piersi przygód. 

   Od wydarzeń przedstawionych w pierwszym tomie minęły dwa tygodnie. Sytuacja każdego z bohaterów uległa gwałtownej zmianie, stawiając wszystkich przed nowymi wyzwaniami. Po nieudanym ataku skrytobójcy Merik powraca do swojej ojczyzny, by wieść życie człowieka cienia, stąpającego między światem żywych i umarłych. Los, który dotknął Safi oraz Iseult nie jest łaskawszy. Więziostiostry ponownie zostają rozdzielone, a każdej z nich zagraża inne niebezpieczeństwo. 

   Pomijając wątki dotyczące uznanego za zmarłego księcia Nubrevny i duetu najważniejszych dla fabuły heroin, Susan Dennard daje czytelnikowi niezwykłą możliwość poznania losów dwóch innych postaci. Wszystko dzięki ponownemu użyciu trzecioosobowej, wszechwiedzącej formy prowadzenia narracji, która okazjonalnie, wędruje także do Vivii - starszej siostry Merika oraz krwiodzieja Aeduana, podążającego tropem Iseult. Zabieg ten oceniam jako niezwykle udany, ponieważ daje niepowtarzalną możliwość dokładniejszego rozwinięcia osób zarysowanych w pierwszym tomie. Dodatkowo, w skład licznych bohaterów drugoplanowych wchodzą takie osoby jak Cam, Sówka czy cesarzowa Vanessa, a każda z nich sprawia wrażenie pełnowymiarowej i krwistej, które mimo mniejszej ilości poświęconego im czasu nie tracą na wyrazistości, a wręcz przeciwnie. Przez wachlarz problemów oraz charakterów sprawiają, że ciągle mamy ochotę na więcej, aby poznać je lepiej.

  Teoretycznie, najnowsze dzieło Susan Dennard można uznać za ciekawego przedstawiciela typowej książki z gatunku "magii i miecza", jednak moim zdaniem, to trochę za mało, aby opisać emocje, jakie oferuje czytelnikowi treść powieści. Owszem, wspominana akcja nie ustępuje do ostatniego rozdziału, a samo Czaroziemie "czar" ma wpisany w nazwę, ale najistotniejszym elementem cyklu są rozterki samych jednostek, podejmowane przez nie decyzje i ich konsekwencje.

 Połączenie high fantasty z wyraźnym wątkiem heroic fantasty, jakim jest "Wiatrodziej", przypadnie do gustu większości miłośników długich wędrówek, walki ze złem i obserwowania przemian następujących w bohaterach. Te ostatnie bowiem, zachodzą z każdą kolejną, przeczytaną stroną.

Ocena: 8,5/10
 Za udostępnienie książki, serdecznie dziękuję:


Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze

Prześlij komentarz