Dzięki niezwykłej uprzejmości pisarki Patrycji Gryciuk, na początku sierpnia, trafiła do mnie powieść "Trzy godziny ciszy", która okazała się prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem na najwyższym poziomie. Wydana nakładem wydawnictwa Czwarta Strona książka wyróżnia się nie tylko wątkiem fabularnym, ale przede wszystkim, ogromnym ładunkiem uczuć ukrytym w pozornie prostej historii. Odnosząc się do wydarzeń wykreowanych przez autorkę we wspominanej powyżej powieści, stworzyłam trzy pytania odsłaniające rąbek tajemnicy związany z najczęściej poruszaną przez czytelników kwestią. 

1. Na pierwszych stronach powieści „Trzy godziny ciszy”, porusza Pani temat bycia sobą pod przykrywką fikcyjnej postaci. Czy uważa Pani, że zabieg ten jest często wykorzystywany przez pisarzy? Myślę, że częściej niż się nam wydaje. Tyle że nie zawsze autor to ujawnia. W przypadku „Trzech godzin ciszy” ten zabieg jest szczególnie rozwinięty, bo powieść jest napisana w gatunku autofikcji. To jest coraz bardziej popularne w literaturze francuskojęzycznej, stąd moja fascynacja tym gatunkiem literatury. Ostatnio na przykład u Joël'a Dicker'a czy u Delphine de Vigan. W powieści autofikcyjnej autor na podstawie kilku faktów czy przeżyć z własnego życia buduje całą fabułę książki, wplatając w nią fikcyjne postaci i zdarzenia.

Dla mnie jako czytelnika jest fascynujące to, że muszę zgadywać, co wydarzyło się w życiu autora naprawdę, a co wymyślił. Myślę, że jest tak też w przypadku tej książki. Dlatego nie powiem, co jest prawdą, a co nie. To zepsułoby w pewnym sensie zagadkę tej powieści. Oczywiście nie jest to największą zaletą tej lektury; pewnie jest wiele czytelników, którzy w ogóle się nad tym nie zastanawiają, i dobrze. Atrakcyjność tej książki, mam nadzieję, polega na czymś zupełnie innym, mianowicie na emocjach. 2. Imię, zawód, Francja, to tylko kilka rzeczy, które łączą Pati z Patrycją Gryciuk. Ile z siebie umieściła Pani w wykreowanej bohaterce? Wiele. Ale tylko tyle, żeby czuć się z tym dobrze. To pewnie za dużo według jednych, a za mało według innych. Na tym polega autofikcja. Na tego typu książkę miałam ochotę, więc tak się stało. Nie żałuję. Powieść otrzymuje bardzo pochlebne krytyki. 3. Jaka jest według Pani najtrafniejsza definicja miłości? Chyba nie ma jednej słusznej definicji, bo jak wszystkie uczucia i miłość każdy z nas postrzega i odczuwa pewnie inaczej. Myślę, że naprawdę kochasz kogoś wtedy, kiedy stawiasz go na pierwszym miejscu. Kiedy jego szczęście jest ważniejsze niż twoje, kiedy bardziej cieszy dawanie niż branie, kiedy chcesz się wszystkim dzielić: i dobrymi chwilami, i tymi ciężkimi.

P.s.: Szczerze gratuluję autorce stworzenie tak doskonałej powieści i życzę dalszych sukcesów literackich, a wszystkim osobom, które zastanawiają się nad sięgnięciem po powieś "Trzy godziny ciszy", mogę powiedzieć tylko jedno. Nie jest to historia prosta, ale z całą pewnością, godna polecenia!

Read More